Zaraz po tym jak tytoń w bibułce wypalił się do końca, poszli do domu K.. Spakowali kilka rzeczy, zrobili sobie kanapki na drogę i wyszli. Nie chcieli aby rodzice K. się z nim minęli i zaczęli zadawać te wszystkie bzdurne pytania. A gdzie? A co? A po co? Nie mieli na to czasu. Do Pe jest sześć kilometrów drogi i jeśli nie złapią stopa, będą musieli iść pieszo a do planowanego spotkania z P. został tylko czterdzieści minut.
-Wiesz o tym że branie P. jest złym pomysłem?-zaczął K. gdy szli w stronę wylotówki.
-Yhym. Dlatego też nie wiem czy zaproponuje jej to żeby jechała z nami, czy po prostu powiem jej co chce zrobić-powiedział G. zapinać czarny płaszcz pod szyję-Ej,Tobie jest też tak zimno ?
-Co? Przecież dziś jest wyjątkowo ciepło stary...to znaczy jak wieje to jest zimno...-gubił się w tym co mówi K. Wiedział że poczucie zimna spowodowane jest dilerką. G. brał już trzy razy dziennie i niemal nie miał kontaktu z rzeczywistością a jego obecne "rozbudzenie" mogło potrwać chwilę i minąć. Może okazać się że nałóg jest od niego silniejszy. Jeśli będą 200km od domu, bez kontaktów i pieniędzy może być bardzo źle, zwłaszcza, gdy stanie się agresywny.
-Dobra. Skończ. Doskonale wiem, że jest ciepło, a ja trzęsę się jak bym był na Antarktydzie.-odpowiedział G. który znowu robił się blady.
-Masz jakiś towar na czarną godzinę? Bo wiesz, szczytny cel tak od razu zerwać z nałogiem,ale chyba nikomu się to nie udało.
G. zostawił to pytanie bez odpowiedzi. Zaczęli łapać stopa i równocześnie iść w stronę Pe. Tym razem nie mieli takiego szczęścia jak poprzednio, ale w końcu któryś z kierowców podwiózł G i K do Pe. Do spotkana z P. zostało dziesięć minut. G już podjął decyzję. Nie, nie on tylko K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz