Mamy dziś wtorek,dlatego zaczynamy nową serię pod tytułem wspomnienia!
-Słuchaj,ja mam dość,potrzebuję przerwy i zrobię sobie ją,czy tego chcesz czy nie.-powiedział G.siadając na końcu korytarza.
-Ale..masz jakieś pieniądze? Plan?Masz cokolwiek?-powiedział K. patrząc na swojego przyjaciela.Martwił się o niego,widział w jakim jest stanie i bał się,że nie jest wstanie mu pomóc.
-Tak. Mam Ciebie,jest jeszcze P. i może J. pojechałby z nami.
-Dobra,widzimy się po polskim i pogadamy jeszcze o tym,zgoda?
-Nie ma opcji,ja idę na fajkę a ty rób co uważasz za słuszne-powiedział G.próbując wstać z ziemi,jednak tabletki które wziął kilka godziny temu jeszcze działały,i tak szybko jak chciał wstać,tak szybko z powrotem upadł na ziemię-Widzisz?Ten świat mi tak pięknie wiruje,wiesz? Podoba mi się,to wszystko. To jak razem imprezujemy,to jak pijemy czy rozkminiamy,ale tęsknie za normalnością.Chciałbym jutro rano wstać i nie myśleć o kombinowaniu kasy na tabsy,chciałbym pójść do szkoły i uważać na chemii,chciałbym po prostu z tym skończyć i żyć normalnie....-jego ciało zaczyna drżeć a z oczu po woli kapią łzy-i wiesz co?-nagle poważnieje,podnosi się z ziemi i hardo patrząc w oczy przyjaciela mówi-I mi się to uda,z tobą,albo bez Ciebie.
-O 15.30 przed szkołą.-Odpowiada K. mają mętlik w głowie-"Co robić? Zostawić go nie mogę,jechać też nigdzie nie ma sensu,bez kasy i planu. Boże,widzisz a nie grzmisz"-muszę jeszcze poprawić ten polski-odpowiada jak gdyby nigdy nic.
-To ja sobie podzwonię po ludziach.-Mówi G. idąc chwiejnym krokiem w stronę schodów rozmyślał o tym kogo tak naprawdę może ze sobą zabrać,kogo może skazać na kilka dni,może tygodni po za domem,na ulicy,licząc na to że ktoś zgubi jakieś drobne,tylko dlatego żeby to on mógł coś zjeść. Komu nie będzie żal zostawić bliskich mu osób..."a może,zebrać osoby które nie mają bliskich? Albo przynajmniej uważają że są same na tym świecie? Zdecydowanie,tylko takie rozwiązanie wchodzi w grę"-to myśląc wyciągnął telefon,uświadamiając sobie że tak naprawdę nie wie kiedy wyszedł ze szkoły odpalił papierosa i włożył słuchawki-Halo? Słuchaj,możesz przyjechać do Pelplina? Tak.Potrzebuję porozmawiać.Tak to jest arcyważne. Nie obchodzi mnie to do której masz lekcje. Mnie o 15 już nie będzie,jak Ci się uda dotrzeć to fajnie,jak nie to spadaj.Cześć- "i tak przyjedzie" -przemknęło mu przez myśl-"ona wariuje na moim punkcie i pewnie czuje że coś jest nie tak.Przyjedzie.Musi przyjechać.- kończąc myśl usiadł na ławce i zamkną oczy. Jego ciało,jakby martwe osunęło się bezwładnie."Teraz trzeba tylko poczekać"-przemknęło mu przez głowę w raz z tysiącem innych obrazów po czym jak gdyby nigdy nic zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz