wtorek, 27 stycznia 2015

Wspomnienia Cz3. "Bo jak nie my to kto? To oni?hee...Dobry żart"

Wyciągnął z paczki papierosa i zapalił. Zaciągnął się raz drugi i kolejny.

Gdy za rogu wyszedł K., G. rzucił już niemal dopalonego peta i przydeptał go glanami.
-Czyli jednak?-zapytał K., ton jego głosu wskazywał na to, że już zna odpowiedź i pyta tylko dla formalności
-A ty? - delikatnie, z sarkastycznym uśmiechem rzucił G.. Był to sposób,w który porozumiewali się tylko między sobą. Nie potrzebny był im natłok słów czy poetyckie wyznanie pełne patosu, wystarczyły dwa krótkie słowa lub jedno przenikające spojrzenie, po czym obaj wiedzieli jak się mają zachować czy w jaki sposób odpowiedzieć.
-Myślisz że odwalisz numer roku beze mnie? Nie masz kasy, planu i nie wiesz czy wrócisz. Jaki kierunek?
-Póki co zostajemy w Pe. Tak naprawdę to mam kasę. Jakieś 2.70zł. No i trzy papierosy. To całkiem spoko c'nie?
-Jesteś śmieszny. Dobra, a tak serio, to po co chcesz zostać?
-P. zaraz przyjedzie.
-Żartujesz sobie? -powiedział niemalże przerażony K.-jesteś pewien że chcesz ją targać ze sobą przez pół polski ? Nie wytrzymasz.
-Zakład?-powiedział zadziornie G. po czym wyciągnął telefon-słuchaj,jest szesnasta, P. będzie za jakąś godzinę. Chcesz jeszcze coś zrobić zanim zwiniemy żagle do przystani "wolność"?
-Zjadł bym coś i jakieś ciuchy spakował. Głodny?
-Jak zawsze. To lecimy do Ciebie jak rozumiem?
-Yhym, tylko chyba jesteśmy skazani na spacerek.
-Nie. Ja złapie stopa, nie wiem jak ty.

To powiedziawszy podniósł kostkę,którą wcześniej upuścił za ziemię,włączył muzykę i prawdziwie taneczno-punkowym krokiem ruszył w stronę wylotówki z Pe. K. szedł najpierw kilka kroków za nim,obserwując przyjaciela, po czym zrównał się z nim krokiem. "Skąd w nim nagle taki zastrzyk energii,przecież od kilku dni jedyne co robi to albo łyka tabletki albo jara. Jeszcze rano był wrakiem człowieka,pozbawionym i uczuć i kolorów na twarzy. A teraz? Idzie pewnym i stanowczym krokiem, jest uśmiechnięty. Mało tego,wydaje się że wie co robi.."-pomyślał K. nie zwracając uwagi na to że bacznie przygląda się gdy G. stawia kolejny krok na przód.

-Ej że! Przecież widzę że mnie obserwujesz. I wyprzedzę twoje pytanie, nie, nie feta. Nie tym razem. Kończę z tym całym syfem. Kończę z twoimi ciągutkami do alkoholizmu,kończę z demonami P. oraz z tym co przeżywa J. -widząc zdziwienie na twarzy K.,G. Dodał jeszcze- Tak braciszku! Od teraz jesteśmy czyści jak łza! I dlatego widzisz mnie w takim stanie, od którego już chyba się odzwyczaiłeś co? -to mówiąc szturchnął K. i wybiegał do przodu- A teraz łap stopa, bo zgodnie z zasadą, kto nie łapie ten nie jedzie!
"Wariat. No idiota. Po prostu idiota"-pomyślał K.
-Wiem! -krzyknął do niego G. któremu udało się złapać pierwszy samochód który ich mijał.
-Czytasz mi w myślach?
-Tak jakby, bracie, rusz się!-krzyknął otwierając drzwi-Jedzie pan Przez Ra? To świetnie!

Do Ra dotarli w niecałe dziesięć minut. Kierowca nie oszczędzał samochodu i zdecydowanie nie bał się, że wypadnie z zakrętu po mimo tego, że ewidentnie przekroczył prędkość nawet dwukrotnie w pewnym momencie. W czasie drogi gadali z nim o jakiś bzdetach, tak jak to zwykle robili. Pierwszym pytaniem zawsze było "Często się pan zatrzymuje gdy ktoś łapie stopa?". To pytanie otwierało kierowcę i od razu człowiek wiedział czy można się wyczilować czy może trzeba być po prostu miłym i za dużo nie mówić. Grunt żeby dojechać na miejsce i nie załapać przysłowiowej "spiny".

Gdy już znaleźli się na miejscu,od razu zapalili papierosa. Potrzebowali tego. Słodkie trzydzieści siedem sekund które pozwala człowiekowi ochłonąć.
-Wiesz, że będzie ciężko?-powiedział G.
-Będzie kurewsko ciężko ale jak nie my to kto?
-To oni? - powiedział G. po czym wybuchnęli gromkim śmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz